Kot o imieniu Kot (czyli latająca niańka)

 

           Oprócz Starszego Brata mam też od niedawna Małego Braciszka, ale on się na razie tak bardzo nie liczy, bo, jeśli go mama akurat nie karmi, to leży w łóżeczku i śpi, czasem mu tylko zmieniam pieluszkę, kiedy do mamy przychodzi Uczeń.

                 Mam też kota o imieniu Kot. Próbowaliśmy ze Starszym Bratem nadać mu jakieś inne imię, ale żadne nie chciało się przyjąć. Jak wołaliśmy Tycia!,  to mama wołała Kocica, Kot! Kot szedł do mamy… Jak wołaliśmy Puma!, to tata wołał: Hej, Kot, ty zbóju, pójdź sam! Kot zaraz leciał do taty… Mama dawała Kotu rybkę albo jajko. Tata miętosił Kota, który bardzo lubił jak go tata miętosił. Mama łapała wtedy Kota i chowała go przed tatą, ale Kot się wymykał, żeby go tata jeszcze troszeczkę pomiętosił a potem ciągnął tatę za nogawki spodni. A tata zaczynał biegać za Kotem na czworakach. Mama trochę się śmiała, ale później mówiła do taty, że chyba coś mu się porobiło. Nie wiem dokładnie, o co jej chodziło. W każdym razie mój kot musi być nazywany Kotem. I już.

                 Niektórzy trochę się temu dziwią. Na przykład moja najlepsza przyjaciółka z przedszkola, Marta to w ogóle nie może zrozumieć, jak to jest, że kot nazywa się Kot… Nie umiem jej wytłumaczyć, że to do niego pasuje, bo  jak reaguje tylko na zawołanie Kocica albo Kot, to znaczy, że  tak chce! Bo mój kot chce różnych rzeczy (na przykład miętoszenia od taty, którego nigdy nie drapie) a innych wcale nie chce (na przykład miętoszenia od cioci Danki, którą drapie). Mój kot jest trochę mądry i trochę głupi, bo różne rzeczy wie, ale innych wcale nie wie. Wie na przykład, że trzeba miauczeć jak wraca mama. Zawsze, ale to zawsze wie, kiedy mama rozbija jajko i od razu biegnie do niej z najdalszego kąta mieszkania.

                     No, ale zupełnie nie wie, że jest mój… Wcale mnie nie zauważa. Ani mnie, ani Starszego Brata. Omija nas jakbyśmy wcale nie mieszkali w tym samym domu. Nie słyszy jak puszczamy bajki na starym adapterze mamy. Nie patrzy, kiedy skaczemy w dużym pokoju z kanapy. Nie lubi naszego przysmaku – skórek od chleba, suszonych na kaloryferze (choć najlepsze dawaliśmy mu do jedzenia). Nas nie zauważa. W ogóle…

                   Ale zauważa Małego Braciszka, który się przecież tak bardzo nie liczy, bo właściwie tylko śpi albo je mleczko od mamy. Kot siedzi przy łóżeczku Małego Braciszka i go pilnuje. Kiedy Mały Braciszek otwiera oczka (ma takie fajne, trochę skośne oczka, zupełnie niebieskie) i zaczyna się wiercić a potem płacze a mama jest czymś zajęta, Kot leci do mamy i łapie ją za łydki. Jeżeli mama nie idzie od razu do łóżeczka, Kot zaczyna okropnie miauczeć i bić łapami w mamine łydki. Potem leci i ociera się o nogi łóżeczka. No i znowu leci do mamy. Mama mówi, że to jest  latająca niańka, bo lata i lata, dopóki mama nie zajmie się Dzieckiem.

                 Cieszę się, że mamy taką niańkę, która pilnuje Małego Braciszka (co prawda na razie jest malutki, ale przecież w końcu urośnie, a i teraz czasem się do mnie uśmiecha). W końcu nie każdy kot potrafi być niańką. Tylko Kot. Nawet jeśli jest troszeczkę głupi i nie wie, że jest mój. Ja jestem przecież mądrzejsza i dlatego lubię mojego kota Kota.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *