Pożegnanie z Bucharą, czyli wyprawy do Uzbekistanu część jedenasta

 

 

            Ostatni dzień w Bucharze spędzaliśmy, chodząc po mieście w tzw. podgrupach (na tym, między innymi, polega przewaga wyjazdów indywidualnych…). Można było zwiedzać, spacerować lub, jeśliby ktoś sobie tego życzył, nieco dłużej… poleżeć (z tego, co wiem, poleżenia nikt nie wybrał, choć każdy wybrał to, co chciał).

        Od czasu do czasu, co prawda, trafialiśmy na siebie gdzieś na szlaku, ale mogliśmy robić to, na co mieliśmy największą ochotę. Dreptaczy luzik w jestestwie…

          My, na przykład, zdecydowaliśmy się na spacer poza ścisłym centrum historycznym. Okazało się to ciekawsze niż można się było spodziewać. Trafiliśmy bowiem na bardzo cenną, starą i piękną budowlę, której rewitalizacja miała się dopiero rozpocząć.

Czytaj dalej Pożegnanie z Bucharą, czyli wyprawy do Uzbekistanu część jedenasta

Buchara świętuje,  czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziesiąta

 

        Poranne zetknięcie z Bucharą w słońcu było co najmniej tak samo poruszające jak pierwszy, niezwykły wieczór w Bucharze pod księżycem…

         Gdy zbliżyliśmy się do historycznego centrum (mijając po drodze wykopki i krzywe chodniki, zamieniające się na naszych oczach w chodniki proste za sprawą licznych ekip robotniczych, działających w lekkim popłochu i nie zawsze składnie…), usłyszeliśmy donośne dźwięki muzyki, brzmiącej dla europejskiego ucha dość egzotycznie.

Czytaj dalej Buchara świętuje,  czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziesiąta

A PAMIĘTACIE, jak Dziku zalał się krwią na Jeziorze Kirsajty i nawet tego nie zauważył …    

 

        Otóż w czasach, kiedy jeszcze północnych jezior nie zasypano, zdarzały się rejsy, kiedy to pływało się na przykład po Mamrach. Na jednym z takich rejsów (na Mamrach właśnie) trafiła się bolesna flauta. Koło siebie znalazły się cztery łódki, a na nich sami mężczyźni z dziećmi (w różnym wieku). Co robią mężczyźni, gdy na jeziorze dopada ich flauta? Otóż jest tajemnicą Poliszynela, że robią coś bardzo niedozwolonego… Wyciągają mianowicie z bakisty jakąś butelczynę. Bardzo Duży Wojtek wydobył wówczas bardzo słodką gorzką żołądkową. Żagle wiszą, wilki morskie popijają słodką gorzką, dzieci pod pokładem grają w karty, słońce świeci, na niebie ani jednej chmurki. Bolesny błękit nie daje wielkiej nadziei na zmianę.

Czytaj dalej A PAMIĘTACIE, jak Dziku zalał się krwią na Jeziorze Kirsajty i nawet tego nie zauważył …    

Przejazd przez pustynię i pierwszy wieczór w Bucharze, czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziewiąta

 

Październik 2018

            Czas pożegnać się z Chiwą…

      Ostatnie śniadanko (dość skromne) popiliśmy kawą z ekspresu. Jego  obsługa była dla pracowników hostelu prawdziwym wyzwaniem. Uzbekistan dopiero uczy się serwować turystom kawę i nie zawsze odnosi na tym polu sukcesy… Jakoś się udało!

     Poprzedniego dnia, korzystając z informacji uzyskanej od właściciela naszego hostelu, umówiliśmy się z kierowcami, którzy dwoma samochodami (do jednego byśmy się nie zmieścili) mieli nas przetransportować do Buchary, gdzie – już wcześniej – zostały zarezerwowane noclegi. Panowie przyjechali na umówioną godzinę. Zapakowaliśmy nasze plecaki i torby, no i – w drogę!    Jechałam w samochodzie w towarzystwie Ludki i Walca. Rysiek podróżował z Joanną i Zbychem. Czytaj dalej Przejazd przez pustynię i pierwszy wieczór w Bucharze, czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziewiąta

Chiwa w słońcu, czyli wyprawy do Uzbekistanu część ósma

 

 

Słońce odmienia życie!

            Chiwa przywitała nas pięknym słońcem i od razu wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki!  To, co wczoraj było szaro-bure, dziś, w bystrym (jak mawiają górale) słońcu, prezentowało się cudnie.

              Pokręciliśmy się więc po starówce, która  wydała nam się teraz światem z bajki. Mieszkaliśmy wszak na terenie kompleksu architektonicznego Iczan Kala, od 1990 roku znajdującego się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Czytaj dalej Chiwa w słońcu, czyli wyprawy do Uzbekistanu część ósma

Pierwszy dzień w Chiwie, czyli wspomnień z Uzbekistanu część siódma

 

        Przed nami Chiwa! Z samolotu przesiedliśmy się do samochodów, które, na naszą mejlową prośbę, wysłał po nas właściciel hostelu. Należało przebyć nieco ponad 40 km, czyli niewiele. Do Chiwy musieliśmy się przedostać z miasta Urgencz, jednego z większych miast w południowo-środkowej części Uzbekistanu (liczy ok. 126 tys. mieszkańców). Właśnie tam urodziła się niezwykła, promienna gwiazda piosenki Anna German (potem, już w Samarkandzie, spotkaliśmy jej wielbicielki; mówiły o niej z zachwytem). Czytaj dalej Pierwszy dzień w Chiwie, czyli wspomnień z Uzbekistanu część siódma

Pożegnanie  z Taszkentem, czyli wyprawy do Uzbekistanu część szósta

Październik 2018

 

  Krótka narada przy wieczornym koniaku doprowadziła nas do wniosku, że jednak dobrze będzie zwiedzić Taszkent pod opieką naszych profesjonalnych towarzyszy podróży. Sprawdzili się w górach za mgłą, sprawdzą się i w mieście, po którym dotąd błądziliśmy trochę jak pijane dzieci we mgle, plącząc się po farmie krasnali, obserwując zdechłe szczury i – bez większego logicznego sensu – grając w klasy na chodniku… Tak się zdarza Dreptakom… Lubią, nawet podczas dość egzotycznych wypraw, pouprawiać  niezobowiązujące, ale jakże rozkoszne snujstwo. Czas jednak spoważnieć i przystąpić do porządnego zwiedzania, jak na prawdziwych turystów przystało! Czytaj dalej Pożegnanie  z Taszkentem, czyli wyprawy do Uzbekistanu część szósta

Góry we mgle, czyli wyprawy do Uzbekistanu część piąta

 

 

Październik 2018

    Odnoga górskiego pasma Tien-szan… Już sama nazwa pobrzmiewa tajemnicą i baśnią… Dowiedzieliśmy się, że możliwe jest zorganizowanie indywidualnej wycieczki w góry dla naszej nielicznej, sześcioosobowej grupy. Z Taszkentu to blisko, jakieś 80-90 km. Wynająć samochód? Czemu nie? To możliwe! Uzbekistan przeżywa właśnie żarliwą miłość… Miłość do turystów. Trzeba im przychylić Nieba…. Czytaj dalej Góry we mgle, czyli wyprawy do Uzbekistanu część piąta

Ja – MASTIER! – czyli wyprawy do Uzbekistanu część czwarta

 

Październik 2018

 Kto tak płocho igrajet na mojej gitarie? – usłyszałam i odczułam (co tu kryć) ukłucie w sercu. Maleńkie, bo maleńkie (mam świadomość swoich niedoskonałości), ale jednak, cóż… bolesne. Zza drzwi prowadzących do saloniku, gdzie jadaliśmy śniadania i kolacje (nie zawsze korzystaliśmy ze stołu-łoża na patio) wyłonił się straszliwie chudy osobnik. Widzieliśmy go już w tym miejscu. Miał piękne, bardzo ciemne oczy o szatańskim wyrazie. Średniego wzrostu, przygarbiony, pogięty… Wpatrywał się w nas ni to z przyganą, ni to ze zdziwieniem, ni to z ciekawością… Czytaj dalej Ja – MASTIER! – czyli wyprawy do Uzbekistanu część czwarta

Bazar i inne atrakcje, czyli wyprawy do Uzbekistanu część trzecia

Październik  2018

 

              Poranek w Taszkencie okazał się bardzo chłodnym, czy też, mówiąc bardziej radośnie (o radość podróży wszakże nam chodziło), rześkim porankiem. Na szczęście świeciło słońce, co spowodowało, że, nie bacząc na niską temperaturę, w oczekiwaniu na śniadanie umościliśmy się przy znanym już stole-łożu, centralnym elemencie patio. Przy drzwiach rosło drzewo z malowniczymi owocami kaki (jeszcze niedojrzałymi), przy innych drzwiach – jako ozdoba ściany – tkwiły,  piękne ceramiczne talerze. Snuł się tam też dziwny, straszliwie chudy osobnik o gorejącym spojrzeniu… Potem się okazało, że był to sam MASTIER

              Po lekkim śniadaniu (ciepły omlet, trochę wędliny, sera i jakichś konfitur) zdecydowaliśmy się przedsięwziąć pierwszą wyprawę na miasto.

Czytaj dalej Bazar i inne atrakcje, czyli wyprawy do Uzbekistanu część trzecia