Pożegnanie z Bucharą, czyli wyprawy do Uzbekistanu część jedenasta

 

 

            Ostatni dzień w Bucharze spędzaliśmy, chodząc po mieście w tzw. podgrupach (na tym, między innymi, polega przewaga wyjazdów indywidualnych…). Można było zwiedzać, spacerować lub, jeśliby ktoś sobie tego życzył, nieco dłużej… poleżeć (z tego, co wiem, poleżenia nikt nie wybrał, choć każdy wybrał to, co chciał).

        Od czasu do czasu, co prawda, trafialiśmy na siebie gdzieś na szlaku, ale mogliśmy robić to, na co mieliśmy największą ochotę. Dreptaczy luzik w jestestwie…

          My, na przykład, zdecydowaliśmy się na spacer poza ścisłym centrum historycznym. Okazało się to ciekawsze niż można się było spodziewać. Trafiliśmy bowiem na bardzo cenną, starą i piękną budowlę, której rewitalizacja miała się dopiero rozpocząć.

Czytaj dalej Pożegnanie z Bucharą, czyli wyprawy do Uzbekistanu część jedenasta

Buchara świętuje,  czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziesiąta

 

        Poranne zetknięcie z Bucharą w słońcu było co najmniej tak samo poruszające jak pierwszy, niezwykły wieczór w Bucharze pod księżycem…

         Gdy zbliżyliśmy się do historycznego centrum (mijając po drodze wykopki i krzywe chodniki, zamieniające się na naszych oczach w chodniki proste za sprawą licznych ekip robotniczych, działających w lekkim popłochu i nie zawsze składnie…), usłyszeliśmy donośne dźwięki muzyki, brzmiącej dla europejskiego ucha dość egzotycznie.

Czytaj dalej Buchara świętuje,  czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziesiąta

Przejazd przez pustynię i pierwszy wieczór w Bucharze, czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziewiąta

 

Październik 2018

            Czas pożegnać się z Chiwą…

      Ostatnie śniadanko (dość skromne) popiliśmy kawą z ekspresu. Jego  obsługa była dla pracowników hostelu prawdziwym wyzwaniem. Uzbekistan dopiero uczy się serwować turystom kawę i nie zawsze odnosi na tym polu sukcesy… Jakoś się udało!

     Poprzedniego dnia, korzystając z informacji uzyskanej od właściciela naszego hostelu, umówiliśmy się z kierowcami, którzy dwoma samochodami (do jednego byśmy się nie zmieścili) mieli nas przetransportować do Buchary, gdzie – już wcześniej – zostały zarezerwowane noclegi. Panowie przyjechali na umówioną godzinę. Zapakowaliśmy nasze plecaki i torby, no i – w drogę!    Jechałam w samochodzie w towarzystwie Ludki i Walca. Rysiek podróżował z Joanną i Zbychem. Czytaj dalej Przejazd przez pustynię i pierwszy wieczór w Bucharze, czyli wyprawy do Uzbekistanu część dziewiąta

Chiwa w słońcu, czyli wyprawy do Uzbekistanu część ósma

 

 

Słońce odmienia życie!

            Chiwa przywitała nas pięknym słońcem i od razu wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki!  To, co wczoraj było szaro-bure, dziś, w bystrym (jak mawiają górale) słońcu, prezentowało się cudnie.

              Pokręciliśmy się więc po starówce, która  wydała nam się teraz światem z bajki. Mieszkaliśmy wszak na terenie kompleksu architektonicznego Iczan Kala, od 1990 roku znajdującego się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

Czytaj dalej Chiwa w słońcu, czyli wyprawy do Uzbekistanu część ósma

Pierwszy dzień w Chiwie, czyli wspomnień z Uzbekistanu część siódma

 

        Przed nami Chiwa! Z samolotu przesiedliśmy się do samochodów, które, na naszą mejlową prośbę, wysłał po nas właściciel hostelu. Należało przebyć nieco ponad 40 km, czyli niewiele. Do Chiwy musieliśmy się przedostać z miasta Urgencz, jednego z większych miast w południowo-środkowej części Uzbekistanu (liczy ok. 126 tys. mieszkańców). Właśnie tam urodziła się niezwykła, promienna gwiazda piosenki Anna German (potem, już w Samarkandzie, spotkaliśmy jej wielbicielki; mówiły o niej z zachwytem). Czytaj dalej Pierwszy dzień w Chiwie, czyli wspomnień z Uzbekistanu część siódma

Góry we mgle, czyli wyprawy do Uzbekistanu część piąta

 

 

Październik 2018

    Odnoga górskiego pasma Tien-szan… Już sama nazwa pobrzmiewa tajemnicą i baśnią… Dowiedzieliśmy się, że możliwe jest zorganizowanie indywidualnej wycieczki w góry dla naszej nielicznej, sześcioosobowej grupy. Z Taszkentu to blisko, jakieś 80-90 km. Wynająć samochód? Czemu nie? To możliwe! Uzbekistan przeżywa właśnie żarliwą miłość… Miłość do turystów. Trzeba im przychylić Nieba…. Czytaj dalej Góry we mgle, czyli wyprawy do Uzbekistanu część piąta

Ja – MASTIER! – czyli wyprawy do Uzbekistanu część czwarta

 

Październik 2018

 Kto tak płocho igrajet na mojej gitarie? – usłyszałam i odczułam (co tu kryć) ukłucie w sercu. Maleńkie, bo maleńkie (mam świadomość swoich niedoskonałości), ale jednak, cóż… bolesne. Zza drzwi prowadzących do saloniku, gdzie jadaliśmy śniadania i kolacje (nie zawsze korzystaliśmy ze stołu-łoża na patio) wyłonił się straszliwie chudy osobnik. Widzieliśmy go już w tym miejscu. Miał piękne, bardzo ciemne oczy o szatańskim wyrazie. Średniego wzrostu, przygarbiony, pogięty… Wpatrywał się w nas ni to z przyganą, ni to ze zdziwieniem, ni to z ciekawością… Czytaj dalej Ja – MASTIER! – czyli wyprawy do Uzbekistanu część czwarta

Pierwsze spotkanie z Taszkentem i pierwsze zdziwienia, czyli wyprawy do Uzbekistanu część druga

Październik 2018

    Pierwsza doba w stolicy Uzbekistanu upłynęła pod znakiem mniejszych i większych zdziwień. Pierwszym moim osobistym zdziwieniem był fakt, że wylądowaliśmy we wspólnym pokoju z Joasią i Zbychem (który, jak wiadomo, ma świetne pomysły). To właśnie on rezerwował noclegi…

      Gdy weszłam do przestronnego pokoju z piętrowymi łóżkami, którego ściany ozdobione zostały  dziwnymi obrazami, o lekko psychodelicznych klimatach (potem dowiedzieliśmy się, że ich autorem był mastier, perski małżonek właścicielki hostelu), przyszło mi do głowy, że to może nie koniec niespodzianek… Czytaj dalej Pierwsze spotkanie z Taszkentem i pierwsze zdziwienia, czyli wyprawy do Uzbekistanu część druga

Zachwycające drzwi, czyli wyprawy do Uzbekistanu część pierwsza

Październik 2018

 

Każda rzecz to drzwi prowadzące

do drzwi prowadzących

do drzwi prowadzących

do drzwi. Na końcu

jest Allach palący fajkę wodną,

ze skrzyżowanymi nogami na dywanie.

(Alfonso Cruz, Dokąd odchodzą parasolki. Przełożył z języka portugalskiego Wojciech Charchalis. (Poznań 2018). Wydawnictwo Rebis.)

       Drukowane na kartonikach widokówki (jakby nieco wyblakłe) z taszkenckim Teatrem Opery i Baletu, czy też z Muzeum Historycznym – oto co stanęło mi przed oczyma, gdy Zbycho zaproponował wyprawę do Uzbekistanu. Uzbekistan. Tak. To właśnie w Taszkencie (czy – jak mówią Rosjanie – Taszkiencie) mieszkała pewna dziewczynka, z którą w latach sześćdziesiątych korespondowała po rosyjsku moja siostra. Adres został wzięty z czasopisma Radar, prowadzącego rewelacyjnie pomyślaną akcję zapoznawania ze sobą poprzez korespondencję młodych ludzi z różnych zakątków świata. Akcja była udana, o czym świadczy chociażby fakt, że gdy nasz kolega Zbycho zapytał: a może Uzbekistan? – byłam po wielu, wielu latach (gdy zapewne mało kto pamięta akcję Radaru) natychmiast psychicznie gotowa.

Czytaj dalej Zachwycające drzwi, czyli wyprawy do Uzbekistanu część pierwsza