Zwyczajny świat, czyli jak przeżyć w  Kopytkach?

 

Katarzyna Wasilkowska, Świat Mundka. Łódź, 2020. Wydawnictwo Literatura.

       Jak sobie radzić, gdy jest się mieszkańcem Kopytek, „miasteczka, które było tak zapomniane, że nawet mieszkańcy nie używali jego nazwy”, ma się trzynaście lat i rodziców, którzy kochają (wiadomo…), ale częstokroć swoje uczucia i chęć spełnienia tak zwanego obowiązku rodzicielskiego wyrażają w dość specyficzny sposób, na przykład poprzez lanie albo przydługie wykłady?…

    Katarzyna Wasilkowska, pisarka (a czasem copywriterka i – jako anglistka z wykształcenia – tłumaczka) jest autorką kilku bardzo dobrze przyjętych książek dla młodszych dzieci i młodszej młodzieży. Otrzymała nagrodę Guliwer w Krainie Olbrzymów (2016) „za znaczące zaistnienie na rynku książki dziecięcej”, dwie jej książki znalazły się na tak zwanej liście bis nagrody Książka Roku Polskiej Sekcji IBBY (Królestwo, jakich wiele – 2016 i Kobra – 2018), a jej powieść Kobra została uhonorowana wyróżnieniem w Ogólnopolskiej Nagrodzie Literackiej im. Kornela Makuszyńskiego (2019).

            Głównymi bohaterami Świata Mundka są tytułowy Mundek, trzynastolatek obdarzony pasją plastyczną (chce stworzyć własny komiks, bo lubi malować, rysować, czyli „smarować” – jak to określa jego ojciec) i Inga, zwana Siwą (z powodu białych włosów, rzęs i brwi), niepozorna, szczupła dziewczynka, która nauczyła się boksować przy tacie, srebrnym medaliście igrzysk olimpijskich, teraz zapomnianym i zdegradowanym do roli trenera w klubie sportowym w Kopytkach.

           Mundek znajduje azyl u ciotki, która hoduje lawendę, pali papierosy i dawniej była dobrze zapowiadającą się malarką, ale „wolała poświęcić karierę dla życia towarzyskiego”. Inga szuka sposobów na przetrwanie (dokonuje cudów pomysłowości, by jakoś zarobić na drobne, ale konieczne wydatki, wśród których są, na przykład, prezenty dla rodziców i młodszego rodzeństwa) i wyżywa się na sali treningowej w klubie taty. Losy tej dwójki bohaterów przedstawiane są równolegle, choć w pewnym momencie zaczynają się splatać, bo przecież chodzą do tej samej klasy i szkoły, mają te same koleżanki i kolegów, zaczyna ich łączyć pewne – ważne dla wszystkich – klasowe przedsięwzięcie… No i Inga (różniąca się wyglądem i stylem ubierania od koleżanek) podoba się Mundkowi…

             Życie w Kopytkach toczy się całkiem zwyczajnie. Są rodziny, w których się nie przelewa (jak w rodzinie Ingi), ale prawdziwego głodu nikt tu nie cierpi (podkradanie czereśni z sadów – zajęcie dzieciarni w przeszłości – to już egzotyczne wspomnienie: wszelkie owoce można kupić przez cały rok). Jest bazar, gdzie – oprócz zakupów – można załatwić różne sprawy, klub sportowy, coś w rodzaju niezależnego kina, boisko, gdzie chłopcy kopią piłkę dla przyjemności albo z powodu powstałej nagle rywalizacji. Jest też dyrektorka jedynej w miasteczku szkoły (od wieków ta sama), która – jako szara eminencja Kopytek – ma wpływy wszędzie i na wszystkich, bo niemal wszystkich poznała swojego czasu w szkole. Czują przed nią respekt nawet groźni stróże prawa.

            Katarzyna Wasilkowska opowiada o świecie  miasteczka z leciutkim dystansem, ale bez złośliwości. Prowadząc narrację w trzeciej osobie, jako narrator uważnie przypatruje się codziennemu, niespiesznemu rytmowi życia. Od czasu do czasu narrator zwraca się do czytelnika („po prostu nie był lubiany, jeśli wiecie, co mam na myśli”), odwołując się do jego wiedzy i uczuć, co sprawia, że czytelnik mocniej angażuje się w rozumienie przedstawianych postaci i zdarzeń. Narrator pozwala patrzeć na niektóre postaci oczami innych postaci (budząca respekt dyrektor Ściernopolska jest przedmiotem uczniowskich żartów), nie pokazując czytelnikowi od razu wszystkiego. W tym spojrzeniu na rzeczywistość, w której toczą się losy dzieci (z wolna przeistaczających się w młodzież) i dorosłych, często, podobnie jak dzieci, zagubionych i starających się odgrywać swoje role, jest dużo zrozumienia i ciepła. Chciałoby się rzec – czułości (gdyby to słowo nie było ostatnimi czasy nadużywane). Rodzice popełniają błędy? Tak. I to jakie! Potrafią być okrutni, nieuważni, nieustępliwi. W dodatku sami o tym nie wiedzą, tłumacząc się dobrymi intencjami. To wszystko prawda. Jednak tak zostali wychowani. Właściwie nic na to nie potrafią poradzić. Tkwią w świecie stereotypów. Pisarka nie feruje wyroków. Nie ocenia postaw. Namysł i ocenę pozostawia czytelnikowi. Tak już jest w Kopytkach. Tak już jest w świecie…

             Dzieci przeżywają swoje radości (Inga dostaje na bazarze od rozumiejącego ją sprzedawcy duży rabat na wymarzone glany), rozczarowania (matka każe córce zwrócić buty) i lęki (Mundek cierpi męki niepewności dotyczące swego wyglądu)… Dorośli potrafią  wesprzeć (ciotka wytrwale wspiera Mundka w jego artystycznych zapędach), ale i zepchnąć na niedobrą drogę (Mundek, wbrew swojej naturze, chcąc zaspokoić ambicje ojca, postanawia podjąć rywalizację o miano najlepszego piłkarza). Świat w Kopytkach nie jest usłany różami, ale jakoś się toczy. Trzeba przeżyć gorycz starć z wredną koleżanką… Trzeba uznać, że poszło się złą drogą i pogratulować nielubianemu koledze, który okazał się lepszy.

                Jednak w zaskakującym zakończeniu okazuje się, że mit Kopciuszka wciąż ma swoją moc! Nawet w Kopytkach, „miasteczku, które było tak zapomniane, że nawet mieszkańcy nie używali jego nazwy” może zdarzyć się coś, co czasem określa się mianem cudu. Cóż… Niezwykłość potrafi zastukać do każdych drzwi. Czytelniku, „i Ty możesz zostać Indianinem”, i ty możesz zostać gwiazdą! Naprzód!…

Hanna Diduszko

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *