O obrazach uskrzydlających opowieść

Joanna Olejarczyk, Czarodziejskie pianino Fisia. Ilustracje, Marianna Oklejak. Wydawnictwo „Bajka” (Warszawa 2025).

 

            Z książkami adresowanymi do dzieci tak już jest, że liczy się w nich wiele: opowieść i obraz, opracowanie graficzne i jakość wydania oraz wszystkie szczegóły, które mogą spowodować, że książkę miło i warto wziąć do ręki i że ta ręka (mała…) szybko książki nie odłoży, lecz sprawi, że jej właściciel (też mały…) będzie chciał się w niej zagłębić: obejrzeć, poczytać, a może i pomyśleć… Być może, poczuje, że książka ma w sobie coś intrygującego. Będzie o niej mówić i do niej wracać. Może wzbudzi w nim jakieś tęsknoty, wyzwoli marzenia…

            Mam nadzieję, że tak właśnie może się stać za sprawą wydanej niedawno książki Joanny Olejarczyk (opowieść) i Marianny Oklejak (ilustracje i opracowanie graficzne) Czarodziejskie pianino Fisia.

            Historia wymyślona przez autorkę tekstu, Joannę (Asię) Olejarczyk, tłumaczkę z języka angielskiego i autorkę książek dla dzieci, wielokrotnie nagradzaną w rozmaitych konkursach (dwie jej książki trafiły na Złotą Listę Fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom: Yeti, w którego nikt nie wierzył – 2019 r. i Teleskop Dziadka – 2024 r.) niesie szlachetną myśl: należy dostrzec talent, zadbać o niego, nie pozostać obojętnym na zdolności, lecz wspierać je i rozwijać. To opowieść o chłopcu, któremu los dał kochających rodziców, dbających o rozwój niezwykłego, otrzymany od losu daru. Filemon (zwany Fisiem) ma też szczęście do ludzi, bo na swej drodze trafia na mistrza, który nim pokierował: utalentowany chłopiec wyrasta nie tylko na artystę, ale i na porządnego człowieka, przejmuje po swoim maestro pałeczkę, by rozwijać rzadkie zdolności kolejnego dziecka. Autorka wykorzystała w swoim pomyśle fabularnym rozpalającą niegdyś zbiorową wyobraźnię teorię syntezy sztuk, opartą na zjawisku synestezji (to jest łączenia wrażeń jednego zmysłu z wrażeniami innego zmysłu, na przykład wrażeń słuchu z wrażeniami wzroku). Fiś otrzymuje w prezencie od rodziców pianino i wtedy okazuje się, że dźwięki wydobywane z instrumentu zmieniają się w jego odbiorze w obrazy. Widzi kolorowe kulki, kotki (gdy mama gra piosenkę o kotku, który wszedł na płotek), krasnoludki (przy piosence o krasnoludkach). To doświadczenie jest tak niezwykłe (trudno się dziwić!), że wpływa na drogę życiową malca. Z czasem zostaje uznanym pianistą-wirtuozem, a potem – oddanym swej pracy pedagogiem.

            Historia, opowiedziana bardzo prostym językiem, sama w sobie jest wprawdzie ciekawa, ale bez niesamowitych ilustracji mogłaby się wydać trochę dziwna, by nie rzec dziwaczna… O bardzo modnej niegdyś (na początku XX wieku) teorii syntezy sztuk niewiele osób dziś pamięta. Wiedza o synestezji nie jest raczej wiedzą powszechną…

        Na szczęście obecne w książce ilustracje – wspaniałe, pełne rozmachu obrazy dodają całej opowieści skrzydeł. To właśnie one sprawiają, że nie chce się odkładać książki, że trzeba się w nią zagłębiać, chłonąc kolejne, w przemyślany sposób zespolone z tekstem obrazy (brawa za opracowanie graficzne). A mają one moc silnego oddziaływania. Niektóre zaciekawiają, jak ilustracja przedstawiająca dwóch uśmiechniętych mężczyzn, dźwigających jakiś tajemniczy, wielki przedmiot (okazuje się, że to pianino). Inne intrygują, jak obrazek malca stukającego jednym palcem w klawisz, ponad którym szybuje różowa kulka, czy ten, gdzie widać na klawiaturze niewielką rączkę, wywołującą wzbijający się ponad mechanizm młoteczków zielony dym… Są i obrazy budzące radość i uśmiech, jak ten, jakże głęboko uzasadniony psychologicznie, gdzie obraz ukochanej, grającej na pianinie mamy łączy się z obrazami frunących motyli, czy ten, gdy pierwsze samodzielne próby zagrania melodii wywołują obraz kotka, spacerującego po płocie, przypominającym dziecięcy barwny ksylofon-zabawkę. Wiele kolejnych ilustracji dosłownie tryska energią, feerią barw, dynamizmem, oddając w ten sposób niezwykłą radość, jaką przeżywał mały artysta w drodze do swej dużej, muzycznej kariery. W interpretacji Marianny Oklejak muzyczna droga wirtuoza nie musi być wcale drogą przez mękę i choć czasem pojawiają na niej granatowe momenty zwątpień, kiedy zamiast obrazu wymarzonej, roztańczonej, złocistej wróżki wywołuje się chmury i deszcz, choć zdarzają się plamy fioletowych błędów, to, mimo wszystko, obcowanie z muzyką pozostaje piękną, uskrzydlającą wyobraźnię i ubarwiającą całe życie przygodą. W dodatku taką przygodą, która prowadzi do dobra.

            Książkę bardzo starannie wydało Wydawnictwo „Bajka”, celnie trafiając w moment, gdy społeczne zainteresowanie muzyką poszybowało pod niebiosa za sprawą wspaniałego zdarzenia kulturalnego, jakim był kolejny XIX Konkurs Chopinowski.

           Można sobie tylko życzyć, by owa tak pięknie namalowana i interesująco wymyślona książka trafiła do rąk czytelników. Może wyzwoli marzenia o muzyce i rozbudzi tęsknotę za samodzielną zabawą dźwiękami? Może przyczyni się do zwrócenia uwagi na tkwiący w nich potencjał piękna, bo przecież dźwięki obecne są wszędzie. A tylko artyści-czarodzieje potrafią zamieniać je w muzykę… Może przybędzie nam takich czarodziejów lub po prostu ludzi, lubiących uważnie słuchać muzyki? A ona, jak mawiał niezapomniany Jerzy Waldorff, „łagodzi obyczaje”. Bardzo nam tego trzeba.

 

Hanna Diduszko

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.