Godzina szesnasta
styczniowy mrok za pasem
zima
odziana w kamizelkę
z mandarynek i pomarańczy
zamiata z rozmachem
chodniki zawiane śniegiem
Gdzieniegdzie
światełka świąteczne
błyskają kolorami
pamięci
I pachną jeszcze
świerkowe gałązki
rozsypane
zielonym
kłującym dywanem
Godzina szesnasta
szarość
głodnej myszy
przyczajonej w zakamarku
łypie ze swego kątka
na zbyt wielki
teatr
życia
w styczniowym mroku



Mało przyjazny ten styczeń… Pozdrawiam cieplutko!
Styczen to szarosć glodnej myszy. Też tak czuję.