
Katarzyna Ryrych, Galaktyki. 9 historii o miłości, które poruszają serca. Opracowanie: Iwona Werner. Okładka: Magdalena Babińska. Butterfly. (Konin 2025)
Książki autorki Wyspy mojej siostry od lat wyróżniają się odważną prostotą mówienia o sprawach, należących do sfery tabu. Nie inaczej jest i w przypadku Galaktyk, traktujących o różnych obliczach miłości. Autorka nie ignoruje istnienia niewygodnych twarzy miłości, wychodząc, zapewne, z założenia, że młodemu czytelnikowi (podobnie jak każdemu innemu) należy się uczciwe traktowanie i prawda. Można ją lepiej uchwycić (zrozumieć, odczuć…), gdy zostaje literacko przetworzona.
Katarzyna Ryrych tworzy dziewięć krótkich opowiadań o przeżyciach nastolatków, wchodzących w świat nieznanych dotąd emocji, szarpiących duszę i poruszających ciało uczuć. Wpisane one zostają w ramy poezji.
Tomik otwiera, bardzo niegdyś popularny, wiersz Małgorzaty Hillar – My z drugiej połowy XX wieku. Wciąż porusza. To, co tak ważne w życiu człowieka, miłość, przeżywamy najgłębiej, często – boleśnie, w samotności, w ucieczce przed ocenami, wstydliwie schowani za maskami cynizmu, lekceważenia, ironii, które narzuca świat. Na końcu książki czytamy słowa Od autorki, gdzie pisarka (debiutowała jako poetka…), posługując się metaforą, odnosi się do tytułu. Bohaterką tomiku jest miłość podobna do rozgwieżdżonego niebo z nieskończoną ilością jaśniejszych i ciemniejszych, ale zawsze niepowtarzalnych gwiazd. To nośna metafora. Pozwala spojrzeć na miłość jak na tajemnicę. Jakże często, jako ludzie, stajemy wobec jej ogromu… Na koniec pisarka cytuje wiersz anonimowej poetki. Mamy tam obraz internetowej kawiarenki (takie placówki już nie istnieją, ale wiersz jest związany z ostatnim opowiadaniem…), w której nocą rozgrywają się, szybujące przez otchłanie Internetu, ułatwione przez działanie sieci, miłosne poszukiwania, czasem – dramaty. Sterują nimi niepozorni programiści, występujący w roli Boga, czy fatum. Autorka, posługując się zmetaforyzowanym językiem, sugeruje czytelnikowi możliwość szukania powiązań między wierszem otwarcia a wierszem zamknięcia. Czy istnieją… Jakie są? Bolesna osłona masek (jak w wierszu Hillar), czy też podleganie manipulacjom (jak w wierszu anonimowej poetki) pozostają niepewne, niejasne, ale przeżywanie jest zawsze indywidualne i niepowtarzalne. Być może taka właśnie jest natura miłości.
Katarzyna Ryrych nadaje kolejnym opowiadaniom tytuły, nawiązujące do owej galaktyczno-gwiezdnej metafory. Mamy więc Olśnienie, Zaćmienie, Ciemną stronę księżyca, Supernową itd. Jednak zdarzenia i postaci są umiejscowione na ziemi, mają charakter realistyczny, są mocno osadzone w świecie dobrze znanym nastolatkom. To szkoła, środowisko rówieśników, rodzinny dom, gabinet psychologa… Bohaterami są chłopcy i dziewczęta, ich rodzice. Pojawiają się też inne postacie – babcia, ciocia, pani psycholog. Język narracji jest prosty, naturalny. Dialogi brzmią przekonująco. Zdarzenia i uczucia, które są udziałem bohaterów po prostu się dzieją. Są tak naturalne jak istnienie gwiazd, choć ktoś może zobaczyć w nich dziwność i tajemnicę. Nie ma tu epatowania. Żadnych zbędnych słów. Brak moralizowania, czy jakichkolwiek ocen. W każdym z opowiadań autorka umiejętnie buduje obraz zmieniających się emocji, przekonywująco wprowadzając czytelnika w przeżycia swoich bohaterów. Najczęściej posługuje się figurą narratora-bohatera, skracając w ten sposób dystans wobec postaci i pozwalając doświadczać empatii przy wnikaniu w jej świat. Tak jest na przykład w Olśnieniu, gdzie bohater przeżywa zaskakujące go nagłe zauroczenie niezauważaną dotąd dziewczyną, czy w Supernowej, gdzie Ada doznaje silnego, ale i dziwiącego ją uczucia fascynacji koleżanką, próbuje zrozumieć to, co czuje, wspierana przez rodziców i psycholożkę. Tak jest w opowiadaniu Kastor i Polluks, traktującym o świeżo odkrytej wzajemnej miłości chłopców-maturzystów, zakończonej tragedią (konsekwencją nienawistnych postaw otoczenia). Czasem pisarka używa narracji w trzeciej osobie, często posługując się jednakże mową pozornie zależną, co pozwala z jednej strony na oglądanie bohaterów i sytuacji z zewnątrz, z drugiej – ułatwia zagłębienie się w świecie emocji głównej postaci. Tego rodzaju narrację mamy w Czarnej dziurze, historii o rozpadzie więzów, wychodzeniu matki z toksycznego związku, jej nowej miłości i paradoksalnym poczuciu odpowiedzialności syna za ojca-przemocowca, czy też w Ciemnej stronie księżyca – o niebezpieczeństwach czyhających w sieci, gdzie łatwo się podszyć pod kogoś, kim się nie jest, o wielkiej potrzebie bliskości i dialogu (pomimo życia w przyjaznej, wspierającej rodzinie).
Jest o czym czytać, jest o czym myśleć…
Jednakże opowiadania Katarzyny Ryrych, tworzące klamrę kompozycyjną wiersze oraz przemawiające językiem metafory posłowie to nie cała książka. Pomiędzy opowiadania wpleciono komentarze psychologiczne: Okiem psychologa. Można przypuszczać, że pomysł wprowadzeniu uzupełnień wyszedł od Wydawnictwa. Autorka, Iwona Werner to doktor psychologii (z Uniwersytetu WSB Merito w Poznaniu). Komentarze nie robią krzywdy odbiorcy, w tym sensie, że pozwalają mu głębiej wejść w wybrany i klarownie zinterpretowany problem wydobyty z tekstów i wysunięty na pierwszy plan. Jednakże w każdym z opowiadań uważny odbiorca ma szansę odnaleźć więcej niż jeden problem. Tymczasem komentarze zawężają pole interpretacji, ograniczając je mechanicznie do zagadnienia wybranego arbitralnie przez autorkę. W ten sposób zubożają myślenie czytelnika, zamykając go w narzuconym schemacie. Poza tym w poważnym stopniu odbierają po prostu przyjemność, jaką jest obcowanie z wartościowym tekstem literackim, zamieniając całą książkę w materiał dydaktyczny, przeznaczony do omówienia. Nie ma nic złego w komentarzach. Chodzi raczej o to, że, umieszczając je pomiędzy opowiadaniami, zaburzono integralność tekstu stricte literackiego, zamieniając go w utylitarne piśmiennictwo. O opowiadaniach z tomiku Galaktyki można i należy rozmawiać. Komentarze mogą wesprzeć taką rozmowę. Tyle, że lepiej (jak sądzę) byłoby je umieścić w jakimś innym miejscu, jeśli już Wydawca, nie mający, jak można podejrzewać, zbyt wielkiego zaufania do młodego czytelnika, tego sobie życzył…
Hanna Diduszko

