
Justyna Bednarek, Zemsta karalucha. Rysunki: Bartek Brosz. Warszawa 2025. Wyd. Nasza Księgarnia
Śmiech to zdrowie! Po przeczytaniu pierwszej części nowej serii Tata w tarapatach Justyny Bednarek młodzi czytelnicy (7+) z pewnością będą dużo zdrowsi, bo śmiech będzie im towarzyszył przez cały czas obcowania z tą niewielką rozmiarowo książką, gdzie ani tekst, ani obrazy nie pozwalają nawet przez moment na nudę, zatrzymanie, czy zasępioną minę… Wszystko tu mknie naprzód ku przygodzie z prędkością światła.
Graficzny aspekt książki ma w tym wypadku ogromne znaczenie. Znakomitym pomysłem Bartka Brosza, autora ilustracji (i chyba również całego opracowania graficznego, co, niestety, nie zostało nigdzie przez Wydawcę zaznaczone) jest różnicowanie wielkości czcionek i operowanie rozmaitymi fontami. Nudy nie ma! Oko biegnie za tekstem z łatwością, ciesząc się nie tylko z tego, o czym pisze autorka, ale również z patrzenia na zmieniający się sposób zapisu. Ilustracje pozwalają wyobrazić sobie postaci, które, jeszcze przed rozpoczęciem całej opowieści, zostały przedstawione graficznie, od razu nabierając charakteru (a może – charakterku?…). Pełnią też rolę uzupełniania treści, zwiększając dynamizm akcji (wszystko jest tu w ciągłym ruchu: pędzi nie tylko narysowane auto na narysowanym sygnale, ale i mama-wynalazczyni), dodając jeszcze więcej humoru (te zadowolone miny wrednych karaluchów…) i sporo nieuchwytnego uroku. Bartek Brosz operuje lekką, żywą kreską, nawiązującą do estetyki komiksu i komputerowych animacji. Ilustracje Bartka Brosza żyją i jest ich bardzo wiele. Ich zasługą jest również to, że początkujący czytelnik może odczuć zadowolenie, że mu tak szybko idzie czytanie. Kartki przewraca się bardzo szybko, co napawa dumą…
Pisarka opowiada w Zemście karalucha o przygodach rodziny Wieczorków na pierwszy rzut oka nietypowej, ale, na swój sposób, dotkniętej powszechnym syndromem naszych czasów – kłopotami mieszkaniowymi… Okazało się bowiem, że: „na własne mieszkanie raczej nie mają szans”. W tej sytuacji Wieczorkowie zamieszkują w starym autobusie, przystosowanym, dzięki pomysłowości pani domu (na kółkach), do potrzeb sporej rodziny: rodziców, czwórki dzieci oraz towarzyszących im zwierząt.
Postaci rodziców łamią stereotypy, co staje się źródłem komizmu. Mama to osoba niezwykle uzdolniona technicznie. Cecha ta jest dziedziczona po kądzieli (starsza córka państwa Wieczorków również zapowiada się znakomicie). Jest też zaradna, odważna, błyskawicznie podejmuje decyzje i nigdy nie traci głowy. Eugenia Wieczorek ma na sobie wiele ubrań na różne okazje. To sukienka dzienna i sukienka wieczorowa, podomka, kamizelka kuloodporna, strój tancerki kankana i jeszcze inne… W kryzysowych sytuacjach zdziera je z siebie (bardzo zabawna jest scena, gdy Eugenia pędzi do popsutego autobusu), a wtedy okazuje się, że stałym, najbardziej przydatnym przyodziewkiem noszonym pod wszystkimi tymi warstwami jest jej ukochany kombinezon roboczy z mnóstwem kieszeni… Pisarka w uroczy i dowcipny sposób uchwyciła tu sytuację kobiety, radzącej sobie w różnych życiowych rolach, stającej wobec rozmaitych problemów…
Tata to naukowiec-entomolog. Nazywa się Gerard Filip. Justyna Bednarek, romanistka, wielbicielka kultury francuskiej i autorka przekładów z języka Moliera, puszcza tu oko do pośredników w lekturze, przywołując nazwisko przystojnego aktora, legendy francuskiego kina lat czterdziestych i pięćdziesiątych, Gérarda Philipe`a, i sugerując, że tatuś Wieczorek jest nie byle jakim przystojniakiem. Jest też osobą roztargnioną, nieco zagubioną w rzeczywistości. To nie przypadek, że właśnie jemu, atrakcyjnemu wizualnie ojcu-entomologowi przytrafia się niemiła przygoda z pomniejszeniem, która staje się motorem akcji. Rodzinka – żona i dzieci – musi ruszyć na pomoc tacie w tarapatach. Role zostają zatem odwrócone. Ojciec jest tu osobą słabszą, mama i dzieci to wybawcy, szukający wciąż nowych sposobów, by przywrócić zmniejszonemu tatusiowi (i mężowi) jego właściwy rozmiar… Tata, nawet ten malutki, jest jednak kochany i przez dzieci, i przez żonę, która rozbrajająco wyznaje, że Gerard Filip podoba się jej nawet, gdy jest maleńki, obiecuje też (co brzmi i zabawnie, i złowróżbnie), że już go nie wypuści z garści…
Ważnym bohaterem Zemsty Karalucha jest stary Autosan, zaręczynowy prezent Gerarda Filipa dla Eugenii. Dzięki jej zdolnościom technicznym i zaradności zamienia się nie tylko w urocze gniazdko, z koronkowymi firankami w oknach i wygodnymi hamakami dla kolejnych dzieci, ale staje się pojazdem wielofunkcyjnym. Może, na przykład, stać się amfibią, płynącą przez ocean na poszukiwanie skarbu… Może skurczyć się i powiększyć. Wydaje się ważne, że wszystkie te przemiany nie zachodzą na skutek działania magii (jak w Harrym Potterze i Komnacie Tajemnic J.K. Rowling, gdzie Ford Anglia Artura Weasleya lata itp..), ale są konsekwencją kreatywności Eugenii Wieczorek. To ona sprawia, że staroświecki wehikuł z Sanockiej Fabryki Autobusów zyskuje całkiem nowe życie, staje się właściwie członkiem rodziny.
Trzeba przyznać, że Justyna Bednarek, autorka pomysłu vetustasu, przyrządu do wywoływania obrazów z przeszłości, którym posługuje pan Kardan (bohater opowieści Pan Kardan i przygoda z vetustasem), tym razem nieźle sobie poszalała, stwarzając czytelnikom pole dla wyobraźni i marzeń. Kazała swej bohaterce, Eugenii zaprojektować i skonstruować petityzator (do zmniejszania) i maksymalizer (do zwiększania), frizjer (do zamrażania) i inwizybilator (do stawania się niewidzialnym) i parę jeszcze innych urządzeń (ich atlas, narysowany przez Bartka Brosza, znajdziemy na końcu książki). Trudno sobie wyobrazić dziecko, które nie chciałoby sięgnąć po tak wspaniałe urządzenia!
Zemsta karalucha to opowieść skrząca się mnóstwem pomysłów fabularnych, zabawnych zwrotów akcji, podszyta dyskretnym przesłaniem o dobroci, sprawczości i zaradności, no i pozwalająca na ogromną przyjemność czytelniczą. To właśnie ona jest największą siłą tej książki.
Hanna Diduszko


Bardzo zachęcająca recenzja.