
Barbara Kosmowska, Kawa u żyrafy. (Wydawnictwo Literatura, Łódź 2024)
Niewielkich rozmiarów książeczkę Barbary Kosmowskiej (pisarki od lat tworzącej dla dzieci, młodzieży i dorosłych) Kawa u żyrafy, której akcja rozgrywa się w ZOO, można interpretować jako zabawny, ale czasem nabierający niespodziewanie poważnego wydźwięku, obraz społeczeństwa i jego dylematów. Książkę mogą czytać dzieci (8+), ale myślę, że dobrze będą się przy niej bawić młodsze (a może i starsze?) nastolatki. Wszyscy czytelnicy znajdą tu nie tylko wiele powodów do śmiechu i uśmiechu, ale i całkiem niebagatelny materiał do przemyśleń. Kawa u żyrafy może być punktem wyjścia do rozmyślań, rozmów i dyskusji a może i do autorefleksji.
Autorka nakłada nam-ludziom maski zwierząt. Każde z nich zostaje zaopatrzone w wyraziste cechy i reprezentuje rozmaite typy charakteru i usposobienia. Zantropomorfizowane zwierzęta są, niczym w u Ezopa, przedstawicielami typowych przywar, zalet, czy ról, ale (inaczej niż w klasycznej bajce) borykają się również z własnymi emocjami i zyskują pewne rysy indywidualne. Tytułowa żyrafa to idealna gospodyni. Realizuje się w organizowaniu przyjęć, parzy świetną kawę (co muszą przyznać nawet jej adwersarze) i zachowuje spokój w trudnych sytuacjach. Eleganckie podejmowanie gości (w starannie dobranym stroju) to dla niej cel sam w sobie… Osioł Brunon to z kolei lekkoduch, niewykonujący żadnej pożytecznej pracy, ale obdarzony takim wdziękiem, że nie sposób oprzeć się sympatii. Kto z nas nie spotkał na swej drodze takiej żyrafy, czy takiego Brunona?… Z kolei owca Mela to zakompleksiona egocentryczka, surowo oceniająca innych, przywiązująca wielką wagę do zewnętrzności (z lubością pielęgnuje swoje dredy i raciczki), ale i niepozbawiona swoistego wdzięku… Wieprz Ryszard to, mimo szczeciny i zabłoconych racic, prawdziwy dżentelmen, bo wszak bycie dżentelmenem to nie wygląd, ale stan ducha… Jest i lew Leon. To, rzecz jasna, król zwierząt (od którego wszyscy, jako od przywódcy, oczekują rady i decyzji), uciekający z własnego domu przed humorami swej żony – Elizy… Zabawnie przedstawionych typów ludzkich, sprytnie ukrytych pod maskami zwierzęcymi, jest w Kawie u żyrafy sporo. W ZOO opisanym przez Barbarę Kosmowską mieszka wiele zwierząt… Czytelnik ma więc dużą szansę, że odnajdzie tu portrecik własny albo wizerunek kogoś z bliższego albo dalszego otoczenia…
Osią fabularną opowiastki jest sytuacja, kiedy mieszkańcy ZOO zostają opuszczeni przez swoich opiekunów-ludzi, którzy właśnie podjęli strajk. Powstaje dylemat: cieszyć się, czy martwić? Z jednej strony: wolność, ale – czym ona właściwie jest?! I jak odnaleźć się w sytuacji, której się zupełnie nie zna?… Z drugiej – liczne niedogodności, na przykład: konieczność porzucenia nawyków, zachwianie poczucia bezpieczeństwa, odpowiedzialność, która może okazać się nazbyt wielkim ciężarem…W dodatku jest jeszcze inny problem – czy z poczucia więzi ze swoimi lubianymi przecież opiekunami-ludźmi nie należałoby spojrzeć szerzej na przyczyny, dla których porzucili oni pracę w ZOO?… A może trzeba ich jakoś wspomóc? Wesprzeć duchowo? Mieszkańcy ZOO nie mają pewności, czy są do tego zdolni…
Sporo tu spraw do przemyślenia… Na szczęście autorka nie próbuje narzucać czytelnikowi żadnych rozwiązań, ani odpowiedzi. Nie moralizuje. Pozwala się za to bawić, dostarczając ku temu mnóstwa okazji. Wykorzystuje przede wszystkim humor językowy (słonica roztrąbiła po całym Ogrodzie informację o płomiennych uczuciach borsuka Piotra, gibony żyją z małpich wygłupów itd.) i rozmaite aluzje literackie i kulturowe (lew Leon to wielbiciel Gry o tron, przed wieprzem Ryszardem ktoś rozrzucił perły…). To nic, że nie wszystkie będą odczytane przez wszystkich. Książka dla dzieci to nie łamigłówka, lecz, między innymi, powód do zaciekawień i śmiechu, z czego, o dziwo, z czasem może zrodzić się refleksja. Będzie to możliwe, gdy młodemu czytelnikowi zostawi się sporo przestrzeni do samodzielnego przeżywania kolejnych literackich obrazków, do beztroskiej zabawy, zrodzonej z obcowania z tekstem. Barbara Kosmowska ma zaufanie do swoich czytelników.
Książkę zaopatrzono w ilustracje autorstwa Kasi Cerazy, absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku (na wydziale Architektury Wnętrz, ale artystka sporo czasu przeznacza na ilustrację). Widać w nich pewien wpływ kreski Bohdana Butenki. Ilustracje dobrze uzupełniają tekst, wprowadzając dodatkowy element lekkości i humoru.
Miło jest czytać zabawną książkę i patrzeć na śmieszne obrazki… Nawet nie wiadomo, kiedy zacznie się (przy okazji…) myśleć…
Hanna Diduszko

