Wdzięczny taniec małej Binty

 

Eva Susso, Benjamin Chaud, Binta tańczy, Poznań 2008, Wyd. Zakamarki.

Powstałe w 2007 roku poznańskie wydawnictwo Zakamarki specjalizuje się w adresowanej do dzieci  literaturze skandynawskiej. Wydało sporo książek obrazkowych adresowanych do młodszych dzieci.

Taką właśnie książką jest niewielkich rozmiarów pozycja szwedzkiej pisarki Evy Susso (autorki kilkunastu książek, piszącej zarówno dla najmłodszych, jak i dla młodzieży) i młodego francuskiego ilustratora Benjamina Chaud’a (ma na swoim koncie sporo tytułów zilustrowanych we Francji). Czytaj dalej Wdzięczny taniec małej Binty

Rudy liść

 

Rudy liść

chytrusek

skrył się

w deszczowej norce

listopada

ale

ogonek wystaje

Dziennik podróży do Gruzji. Dzień siódmy. Droga do Adżarii.

Wrzesień 2013

Skocz do galerii
7 września: światełko dla Viktora i podróż do Batumi

 

Przed ostatecznym wyjazdem ze stolicy Gruzji postanowiliśmy zajrzeć jeszcze na chwilę na cmentarz, by pożegnać Viktora i zapalić mu – polskim zwyczajem – światełko… Posiedzieliśmy, podumaliśmy i, cóż, pojechaliśmy…

Ruszyliśmy w stronę Adżarii. Czytaj dalej Dziennik podróży do Gruzji. Dzień siódmy. Droga do Adżarii.

Dziennik podróży do Gruzji. Dzień szósty. Wielka Gruzińska Droga Wojenna i wiatr

Wrzesień 2013

Skocz do galerii

6 września: na Wielkiej Gruzińskiej Drodze Wojennej; u stóp Kazbeku

Wreszcie nadszedł dzień, kiedy wyruszyliśmy na najbardziej chyba znany i najczęściej przedstawiany we wszelkich opisach szlak. Oto mieliśmy wkroczyć (ściślej – wjechać) na Wielką Gruzińską Drogę Wojenną! Naszym celem było dotarcie do stóp Kazbeku, wyniosłego pięciotysięcznika, do którego pielgrzymują od ponad 150 lat rzesze alpinistów (pierwsze wejście na Kazbek miało miejsce w 1868 roku). Pogoda tym razem dopisywała. Piątek, 6 września okazał się pięknym, słonecznym dniem. Czytaj dalej Dziennik podróży do Gruzji. Dzień szósty. Wielka Gruzińska Droga Wojenna i wiatr

Wprost do serca

 

Oliver Jeffers, Chłopiec i pingwin. Przekład Michał Rusinek. Warszawa 2010. Wydawnictwo “mam”.

Oliver Jeffers to młody, pochodzący z Belfastu a zamieszkały w Nowym Jorku artysta, autor obrazów, instalacji a także cenionych książek obrazkowych. Wystawia swoje prace w galeriach Nowego Jorku, Londynu, Waszyngtonu i Dublina, a także dalekiego Sydney i rodzinnego Belfastu. Teraz jego książki obrazkowe zaczęły docierać również do Polski. Czytaj dalej Wprost do serca

A PAMIĘTACIE, jak szykowano wspólne śniadania i nie wszyscy się załapywali?

         Od czasu do czasu ktoś (przeważnie Walec, który zawsze czuł się  odpowiedzialny za integrację grupy) rzucał hasło wspólnego śniadania. Zwyczaj ten, obecnie pojawiający się w formie szczątkowej, miał swoich zwolenników i przeciwników. Jego zwolennikami były albo osoby nadzwyczaj towarzyskie, albo te, którym akurat kończyły się na łodzi zapasy jedzenia… Czytaj dalej A PAMIĘTACIE, jak szykowano wspólne śniadania i nie wszyscy się załapywali?

Baśniowo, ciekawie, literacko…

 

Maria Ewa Letki, Król i mgła. Ilustracje Ewa Poklewska-Koziełło. (Warszawa 2012). Wydawnictwo „Bajka”.

   Opowiedzieć bajkę – cóż prostszego? Ma być król, królowa, królewna, szambelan, dwór, no i jakaś przygoda, najlepiej odrobinę zaczarowana… Dziecięce marzenie o bajce spełnia Król i mgła, książka Marii Ewy Letki, autorki wielce zasłużonej dla literatury dla młodych i najmłodszych czytelników. Czytaj dalej Baśniowo, ciekawie, literacko…

Dziennik podróży do Gruzji. Dzień piąty. Kachetia. Łaźnia w Tbilisi.

Wrzesień 2013

Skocz do galerii

5 września: Kachetia – kraina wina, cudu mleka,  Aleksandra Czawczawadze i zagubionych w lesie cerkiewek. Baba-matrioszka w tbiliskiej łaźni na dobranoc.

            Kolejny dzień – to miała być wyprawa winna. O Kachetii naczytaliśmy się, że to region słynący z uprawy winnej latorośli i sądziliśmy (jak się okazało raczej naiwnie), że pokosztujemy tutejszego wina, może nawet wprost od producentów. Jednak zapomnieliśmy o tym, że Kachetia to nie Węgry, a wieś Mukuzań to nie Eger… Fabryczki, gdzie produkowano wino, co prawda widzieliśmy, ale były odrapane i wyglądały na kompletnie wymarłe. To, co mogło być ciekawe, zamknięto na cztery spusty. Wieś – Mukuzań, której nazwę pamiętałam i kojarzyłam z nazwą wina pochodzącego z Gruzji a sprzedawanego w Polsce od lat (pojawiało się jeszcze w czasach PRL-u), okazała się miejscem, gdzie diabeł mówi dobranoc. Czytaj dalej Dziennik podróży do Gruzji. Dzień piąty. Kachetia. Łaźnia w Tbilisi.