Porządkowanie świata. Scenariusz zajęć

 

Uwagi wstępne

          Jak trudno się zorientować w świecie materii, wie każdy. Otaczają nas przedmioty mniej lub bardziej ważne. Często mamy skłonność do ich gromadzenia. Efekt? Rosną wokół góry rupieci. W książce pt. Warszawa autorstwa wybitnej współczesnej graficzki i architektki książki – Grażki Lange, (jej projekty bywają kontrowersyjne – jednych zachwycają, innych denerwują…), będącej osobistą wypowiedzią  artystki adresowaną do odbiorców w różnym wieku, w tym – do dzieci i młodzieży, pokazano, jak wybrani twórcy kultury zamieniają rupieciarnię w interesujące kolekcje. Opowieści twórców (łączy ich to, że są przyjaciółmi autorki projektu) wiążą się jakoś z przedmiotami, niekiedy zupełnie zwykłymi, te zaś mają łączność, czasem luźną i w inspirujący sposób nieoczywistą, ze stolicą. W Warszawie pokazano, jak można twórczo nadać sens przedmiotom, które nas otaczają, jak zauważyć ich urodę, niezwykłość i niepowtarzalność bądź jak tę niezwykłość i niepowtarzalność wykreować. Czytaj dalej „Porządkowanie świata. Scenariusz zajęć”

Janina Porazińska – portret zapomnianej damy

 

Na zdjęciu widać torebkę Janiny Porazińskiej.

– W tym domu, na parterze mieszkała przez dziesięć lat Janina Porazińska. Nie mogła już poruszać się swobodnie, a bardzo lubiła przyrodę. Tutaj, tuż za oknem miała ogród. Mogła bez kłopotu wyjść, posiedzieć sobie na słoneczku. Nasi starsi czytelnicy pamiętają, że zapraszała na jabłka dzieci z sąsiedztwa…

–  Janina Porazińska? – A kto to taki? – pyta sympatyczna, młoda nauczycielka, która przyszła na tzw. lekcję biblioteczną ze swoimi przedszkolakami do Biblioteki im. Haliny Rudnickiej (Oddziału Muzeum Książki Dziecięcej, na warszawskim Żoliborzu).

Czytaj dalej „Janina Porazińska – portret zapomnianej damy”

Wakacyjna zamiana ról 

 

Hanna Ożogowska, Dziewczyna i chłopak czyli heca na 14 fajerek. Nasza Księgarnia. Warszawa 1961. (Seria: Klub Siedmiu Przygód)

            W czasie wakacji najprzyjemniej jest przeglądać się w lustrze wody (na przykład jeziora okolonego wiankiem trzcin, czy też malowniczego stawu, w których – w dodatku – można własnoręcznie złowić, jeśli ktoś lubi to zajęcie, jakąś rybę…).  Ale od czasu do czasu można też przejrzeć się w lustrze myśli… Czytaj dalej „Wakacyjna zamiana ról ”

Splątanie światów

Roksana Jędrzejewska-Wróbel, Stan splątania. (bm) 2021. Wydawnictwo Literackie

 

              Nie jest łatwo rozpoczynać dorosłe życie. Nie jest łatwo z życiem się żegnać. Trud dojrzewania i niewidzialność starości – dwa bieguny ludzkiego życia połączone  w całość, która bywa zwykle pełna dziur i przestrzeni wypełnionych obojętnością to obraz, wyłaniający się z najnowszej książki Roksany Jędrzejewskiej-Wróbel, pisarki specjalizującej się dotąd w literaturze dla dzieci młodszych. Czytaj dalej „Splątanie światów”

Spóźnienie

 

– O… Jest spóźnialska! Co ty wyrabiałaś??? Gdzie łaziłaś?! Pewnie znów prowadzałaś się z tym całym Murzynkiem! Tak? Nie wiadomo, gdzie! Pewnie tam i z powrotem. W końcu powiem mamusi! Babcia się martwi o ciebie. Całe dwadzieścia minut! I krzyczy! Już mnie wysyłała po ciebie. Zapomniała nawet, że chora jestem. Dziadek wyglądał na ulicę, bo coś strasznie huknęło. Nie wiadomo, co… Potem gdzieś poszedł. Pewnie do ogródka albo gdzie… A babcia krzyczy. Nie zatykaj uszu, co? Idź do kuchni i coś powiedz. Babcia wstała dziś z łóżka. Czuła się lepiej, a teraz martwi się o ciebie. Martwi się… Nie przyszło ci do głowy, że ktoś się martwi, jak łazisz gdzieś, nie wiadomo gdzie? O tym nie pomyślałaś? Nie zatykaj uszu. No mówię coś. Może jakieś – przepraszam? Albo co?… Czytaj dalej „Spóźnienie”

Łazienka

 

 – Brrr… – mówimy zwykle (moja siostra i ja), gdy wchodzimy do łazienki. Bo najważniejszą chyba cechą naszej łazienki jest chłód. Właściwie zawsze jest tu zimno albo przynajmniej – jakoś tak chłodnawo. Czytaj dalej „Łazienka”

Tak jak trzeba, czyli zgodnie z instrukcją (opowiadanie Naszej Najstarszej Pociechy)

 

          Mam dobrego kolegę, który mieszka na sąsiednim osiedlu. Żeby się tam dostać, trzeba przejść przez ruchliwą ulicę. Dość długo mama nie pozwalała mi odwiedzać kolegi. Bała się, że wpadnę pod samochód. W końcu się zgodziła, ale kazała mi patrzeć najpierw w lewo, potem w prawo, a potem znów w lewo i upewnić się, czy  nic nie jedzie. W dodatku zawiadomiła mnie, że będzie obserwować z balkonu (stamtąd widać to skrzyżowanie), czy wszystko zrobiłem tak jak trzeba, czyli zgodnie z jej instrukcją. Czytaj dalej „Tak jak trzeba, czyli zgodnie z instrukcją (opowiadanie Naszej Najstarszej Pociechy)”

 Droga ze szkoły

 

 

­          – Daj to! – lewa ręka Murzynka wyciąga się energicznie po moją skórzaną teczkę, dość ciężką, prawdę mówiąc. Mam w niej elementarz, parę zeszytów, pudełeczko z plasteliną, blaszane pudełko z kredkami, średni blok do rysowania (ale dość gruby), wiązkę barwnych liczmanów, drewniane liczydło, drewniany, zasuwany piórnik z ołówkami, obsadką, kompletem stalówek i gumką-myszką, no i pudełko na drugie śniadanie, w którym teraz tkwi już tylko niewielka, lniana serwetka z mereżką. Śniadanie zostało zjedzone. Jest jeszcze woreczek ze strojem na gimnastykę. Kapcie niosę w osobnym, granatowym worku z podszewki, który  uszyła mi babcia. Czytaj dalej „ Droga ze szkoły”

Dużo miejsca na myślenie…

Fot. Grażyna Makara

Z Joanną Rudniańską o życiu i literaturze rozmawia Hanna Diduszko

(wywiad przeprowadzony dla „Poradnika Bibliotekarza”)

 

– Lubi pani Ursynów?

– Lubię tu mieszkać, ale nie znoszę spacerować. Wszystko jest podobne… No i te domy bez dachów…

Akcja pani książek (a wszystkie napisała pani jako mieszkanka Ursynowa) rozgrywa się czasem właśnie tu. Na przykład Piotrusia (bohaterka „Mojego taty z obcej planety”) mieszka tu z mamą.

– Tak. Na ostatnim piętrze wysokiego bloku. Tam, gdzie mieszkali moi sąsiedzi, którzy wyemigrowali do Ameryki.

W pani książkach pojawiają się również inne warszawskie miejsca – Powązki, Praga…

– No i Muranów!

Praga i Muranów w „Kotce Brygidy”. Właśnie na Muranowie spotykają się po latach dwie stare kobiety: Helena – Polka i Brygida – spolonizowana Żydówka, która zamierza (musi…) wyemigrować. Ciekawa jestem, jaki ma pani stosunek do tzw. „miejsca akcji”…

– Bardzo poważny. Do tego stopnia, że jak pisałam opowiadanie „Ruru”, o tej tragedii, która się rozegrała w Łodzi (w pewnym mieszkaniu znaleziono w szafie beczki po kiszonych ogórkach, a w nich zwłoki czworga dzieci, kilkuletnich bliźniaków i dwojga noworodków), to pojechałam tam i poszłam pod ten adres. Przeszłam się po podwórku i weszłam na klatkę schodową. Była tam stara, gięta poręcz. W opowiadaniu opisałam właśnie tę poręcz. Czytaj dalej „Dużo miejsca na myślenie…”