Przedpokój

 

Ulubione miejsce w przedpokoju to kąt za szafką na buty. Szafka jest stara, poniemiecka. Tata kupił ją, jak większość mebli, uiszczając opłatę urzędową (nie chciał być szabrownikiem; nie brał cudzego bez pieniędzy). Można się tam wcisnąć i zostać niewidzialnym. Można być jak niewidzialny człowiek z telewizora. Czytaj dalej Przedpokój

Ptaki w przestrzeni prywatnej

 

 

 

Ewa Kozyra-Pawlak, Paweł Pawlak, Mały atlas ptaków Ewy i Pawła Pawlaków. (Warszawa, Nasza Księgarnia 2017)

 

              Mamy do czynienia z prawdziwym wysypem książek o przyrodzie, jej ludzkim obliczu i o tym, jak jest ważna dla człowieka. W literaturze adresowanej do dorosłych wyróżniają się książki Petera Wohllebena (Sekretne życie drzew, Duchowe życie zwierząt, Nieznane więzi natury), uroczego gawędziarza, próbującego – ze sporym sukcesem – znaleźć język, przybliżający tzw. zjadaczom chleba przyrodniczy świat, którego częścią jest człowiek. Prawdziwy sukces odniósł Stanisław Łubieński ze swoją opowieścią o ptakach (Dwanaście srok za ogon), będącą wyrazem osobistych, niemal intymnych fascynacji i rozchwytywaną w księgarniach i bibliotekach (laur czytelników Nagrody Nike 2017). Czytaj dalej Ptaki w przestrzeni prywatnej

Słoneczne jaskółki lecą ku słońcu

Maria Ewa Letki, Jutro znów pójdę w świat. Listy. Projekt okładki i ilustracje Aneta Krella-Moch. Wydawnictwo Literatura. Łódź 2003.

 

  Dobrze jest czasem zanurzyć się w realistycznie przedstawionym świecie realnych przeżyć i wzruszeń… W świecie, w którym problemy Małego Człowieka pomaga (bez wymądrzania się i moralizowania) rozwiązać Duży Człowiek, w którym inni Mali Ludzie, choć śmieją się (albo i – niekiedy –  nawet wyśmiewają) z siebie albo z zabaw kolegów, potrafią też zdobyć się na normalne odruchy empatii. Dobrze jest pobyć w świecie, w którym wrażliwe dziecko oddaje wymyśloną przez siebie bajkę w depozyt zwierzątku, opowiadając mu w ten sposób o swoim świeżo nabytym wyzwoleniu ze smutku i samotności… Zwierzątko (zawierzono mu ważną opowieść) wypełnia tym samym ważną rolę, staje się pośrednikiem pomiędzy Małym Człowiekiem a, dotąd groźnym, światem. Czytaj dalej Słoneczne jaskółki lecą ku słońcu

Jak kiedyś zgubiliśmy Małego…

 

        Trudno uwierzyć! Mały niedługo idzie do przedszkola… A wydaje się, że dopiero co się urodził. Jeszcze niedawno pił mamine mleko i łaził na czworakach a teraz – proszę… Nie dość, że gada i biega, to jeszcze ciągle o coś wypytuje… W ogóle to mieliśmy z nim sto pociech. On się strasznie pilnował mamy i okropnie nie lubił zostawać bez niej a jak już się to zdarzało, to wyglądał na okropnie nieszczęśliwego i cały czas trzeba go było zabawiać, żeby nie ryczał wniebogłosy. Mojej Siostry to jeszcze trochę słuchał, ale na mnie tylko łypał tymi swoimi niebieskimi oczkami i dalej zjadał gumkę – myszkę… Czytaj dalej Jak kiedyś zgubiliśmy Małego…

Rumunia we wrześniu: przejazd przez Wołoszczyznę, czyli szósta część wyprawy rumuńskiej

 

 

Wrzesień 2019

   Znad Morza Czarnego powiało smutkiem… Koniec sezonu… Opuściliśmy  camping pod Konstancą bez specjalnego żalu. Wszystkie urządzenia plażowe – to jest parasole, dające odrobinę cienia i leżaki, na których można by się wyciągnąć – uprzątnięto. Czyszczono też (dość porządnie) plażę. Wjechały spore maszyny, przesiewające piach: usuwano niedopałki i różne pozostałości po użytkownikach. Od plaży zalatywało ostrym zapaszkiem gnijącej organiki… Biedne ślimaczki i małże wyrzucone na brzeg, a także meduzy i inne mniej widoczne żyjątka, dokonywały swego żywota wśród warkotu silników…

     Wiedzieliśmy, że czeka nas długi przejazd. Ciągnęła ku sobie, dość odległa, Bukowina z jej malowanymi monastyrami. To był nasz ostatni ważny cel.  Nie było powodu, by się ociągać. Czytaj dalej Rumunia we wrześniu: przejazd przez Wołoszczyznę, czyli szósta część wyprawy rumuńskiej

Na początek listopada…

 

       Parę dni temu wzięłam  ponownie do rąk – nominowany do nagrody Nike w 2005 roku – tom poetycki Dariusza Suski Cała w piachu (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2004). Raczej nie był to przypadek, bo pierwsze dni listopada takie już są… Trudno oderwać myśli od spraw ostatecznych. W dodatku podczas odwiedzin na rodzinnych grobach na Cmentarzu Południowym usłyszałam o rozterkach dzieci, które – zaniepokojone – chcą wiedzieć, co się dzieje z pradziadkiem i prababcią… Na razie starcza im stwierdzenie, że pradziadek i prababcia umarli. Tak po prostu się dzieje…

Czytaj dalej Na początek listopada…

Rumunia we wrześniu: Tulcza na do widzenia, droga przez Babadag, Morze Czarne i Konstanca, czyli piąta część wyprawy rumuńskiej  

    Wrzesień 2019

 

 

       Tulcza – miasto, z którego wyruszyliśmy na wycieczkę po Dunaju, chyba nie zrobiło na nikim z nas oszałamiającego wrażenia. Naddunajskie nabrzeże, pozujące na zachodni szyk, było wyjątkowo odrapane. Sprzedawano tam na niewielkich kramikach rozmaite pamiątki, stanowiące atrakcję dla dość licznie snujących się tutaj turystów (kupiłam dwa bardzo ładne ludowe kubeczki ceramiczne; będziemy ich używać w naszym podlaskim domku). Kilka razy przemierzyliśmy ten obskurny, ale ludny bulwar, oglądając rozmaitej wielkości jednostki pływające… Przeszliśmy się też po przyjemnym, dość szerokim prospekcie z ładnie podświetlanymi wieczorem fontannami, wśród których rozstawiono stanowiska dla szachistów. Panowie (podobnie jak to obserwowaliśmy we Lwowie, czy też u nas w…Powsinie) siedzieli sobie na ławeczkach, przy kamiennych stolikach i, wśród kiwania głów i cichych komentarzy otaczającej ich publiczności, grali w szachy. Sami mężczyźni. Byłam jedyną kobietą, jaka przystanęła tam przez chwilę.

Czytaj dalej Rumunia we wrześniu: Tulcza na do widzenia, droga przez Babadag, Morze Czarne i Konstanca, czyli piąta część wyprawy rumuńskiej